AIG Bank Polska, jeden z największych banków typu consumer finance w Polsce, zostanie przejęty przez hiszpańską grupę bankową Santander. Z jednej strony to dziwne, bo Santander zaczął zwijać interesy w Polsce (zamknął dział kredytów hipotecznych i skasował część placówek). Z drugiej strony AIG ma podobny profil działalności, jak Santander (nastawia się na finanse konsumenckie), więc z punktu widzenia Hiszpanów taki alians ma głęboki sens.Powstanie bank z siecią 250 placówek i portfelem kredytów wartych 17 mld zł. To już będzie na rynku naprawdę gruba ryba.
A ja wciąż nie mogę zrozumieć jak to się stało, że bankowy majątek AIG w Polsce nie został przejęty przez PKO BP. Negocjacje były tak zaawansowane, a obie strony zainteresowane dobiciem targu. Swego czasu odbyłem kilka nieoficjalnych rozmów z uczestnikami i bliskimi obserwatorami transakcji. I na podstawie tych dyskusji spróbuję odtworzyć przebieg wydarzeń wokół negocjacji PKO BP i Amerykanów.
Największy polski bank, choć pod względem skali działalności należy do największych instytucji finansowych w naszej części Europy (100 mld zł depozytów i kredytów, 3 mld zł zysku netto, ponad 6 mln klientów), od lat nie zdołał przeprowadzić żadnego udanego przejęcia innego banku. Próbował kilkanaście razy, ale efekty są mizerne – na liście akwizycji PKO znalazł się jedynie kupiony w 2004 rokur. Kredobank na Ukrainie oraz Bank Pocztowy, którego drugim współwłaścicielem jest Poczta Polska.
Analitycy przepowiadali, że kryzys finansowy, który ogarnął świat, będzie dla PKO BP szansą na skok do przodu. Bank, będąc w dobrej sytuacji finansowej i nie obciążony żadnymi toksycznymi aktywami, mógł wypatrywać szans na tanie zakupy. „Ofiarami” mogły być polskie banki, należące do zagranicznych właścicieli mających kłopoty na rodzimych rynkach. PKO BP może skoczyć na głęboką wodę:

Okazja pojawiła się pod koniec 2008 r. Amerykańska grupa AIG, którą od bankructwa uratowało 75 mld dol. rządowej pożyczki, zaczęła pozbywać się swoich aktywów w Europie i Azji. Pod nóż miał pójść także polski bank należący do AIG, specjalizujący się w pożyczkach gotówkowych i ratalnych AIG Bank Polska. Do wzięcia było ponad sto placówek i ok. 5 mld zł portfela kredytowego. Bank w 2008 roku wygenerował prawie 200 mln zł rocznego zysku.
W listopadzie 2008 r. zarząd PKO BP postanowił wejść do gry o AIG, składając pierwszą, niewiążącą ofertę. Nie wiadomo dokładnie ile ona wynosiła. Moi rozmówcy z kręgów rządowych i bankowych podają rozbieżne kwoty, zawierające się między 1 mld a 1,8 mld zł. Nie wiadomo czy na tym etapie rozmów PKO miał jakichś konkurentów. Rada nadzorcza PKO BP udziela prezesowi Jerzemu Pruskiemu i wiceprezesowi Tomaszowi Mironczukowi pełnomocnictwa do dalszych rozmów w sprawie AIG.
Na przełomie października i listopada 2008 r. PKO BP przeprowadza w AIG Banku tzw. due dilligence, czyli gruntowne badanie sytuacji finansowej firmy. Okazuje się, że bank będzie musiał wkrótce tworzyć rezerwy na złe kredyty. Pruski i Mironczuk w kolejnych odsłonach negocjacji wykorzystali to, żeby zbić cenę. Wiążąca oferta zakupu banku, złożona na przelomie listopada i grudnia 2008 r., wg. różnych źródeł wynosi od 900 mln do ponad 1 mld zł.
Co dzieje się dalej? Jedna z wersji wydarzeń mówi, że Amerykanie są wściekli. I zrywają w koncu grudnia 2008 negocjacje, twierdząc że cena jest za niska. Od innych informatorów usłyszałem, że to Ministerstwo Skarbu wymusiło na zarządzie PKO BP odejście od stołu negocjacyjnego. Prezes Pruski miał się zgodzić na zbyt wygórowane warunki finansowe transakcji. Podobno umowa była już gotowa, a resort skarbu odkręcił ją, wykorzystując kruczek prawny.
Tak czy siak sprawa wydaje się zamknięta. Ale już w styczniu 2009 nieoczekiwanie AIG i PKO wracają do stołu negocjacyjnego. Amerykanie potrzebują pieniędzy, bo muszą spłacić pożyczkę rządową. Czas gra na ich niekorzyść, bo z miesiąca na miesiąc pogarsza się sytuacja gospodarcza, więc siłą rzeczy spadają też wyceny banków. Cena za polski AIG Bank znowu się zmniejsza. Nieoficjalnie mówi się, że Amerykanie zeszli już grubo poniżej miliarda złotych.
Wydaje się, że wszystko idzie po myśli Pruskiego i Mironczuka. Ale niektórzy członkowie rady nadzorczej zaczynają mieć wątpliwości. – Dlaczego cena tak gwałtownie spada? Skoro w ciągu kilku miesięcy wartość AIG zjechała o połowę, to może AIG Bank w ogóle nie jest nic warty? Dlaczego poprzednio zarząd PKO chciał kupić bank tak drogo? – to pytania zadawane prezesom przez członków rady nadzorczej.
Szefowie PKO BP są między młotem, a kowadłem. Z jednej strony coraz bardziej przeceniony AIG Bank do wzięcia, a z drugiej – wątpliwości rady nadzorczej i Ministerstwa Skarbu, głównego właściciela banku. Z ekspertyz, które zamawiają Pruski i Mironczuk wynika, że „prawdziwa” wartość AIG dla PKO BP  jest dwa-trzy razy większa, niż cena, która jest na stole. Z drugiej strony coraz trudniej wycenić ryzyko związane z portfelem kredytów banku, bosytuacja gospodarcza się pogarsza.
Wreszcie na początku maja szefowie PKO BP podejmują trudną decyzję: wycofujemy się z negocjacji. Podobno chodziło o to, żeby poczekać, aż wyklaruje się sytuacja na rynku kredytów i będzie można rzetelnie oszacować ryzyko. Ale nasi rozmówcy zbliżeni do resortu skarbu twierdzą, że prawda jest inna: prezes Pruski, nie mając stuprocentowego poparcia rady, po prostu nie chciał ryzykować. Tym bardziej, że część członków rady wciąż twierdziła, iż PKO BP chce przepłacić za AIG.
Zaledwie półtora miesiąca po fiasku negocjacji z AIG obaj menedżerowie PKO BP, prowadzący sprawę AIG, dostają od rady nadzorczej żółte kartki – rada nie opiniuje pozytywnie projektów uchwał o udzieleniu im absolutorium. Nieoficjalnie w resorcie skarbu mówią, że to kara za błędy w negocjacjach z AIG. Walne zgromadzenie ostatecznie udziela Pruskiemu i Mironczukowi absolutorium, ale zaledwie tydzień później rada nadzorcza wyrzuca ich z pracy. Tak kończą się marzenia PKO BP o przejęciu AIG. Używając nieparlamentarnych słów można byłoby przedstawić finał tego procesu tak: :-)