W tym samym roku, w którym doszło do katastrofy w Czarnobylu Konstantin Łopuszanski – wierny i pojętny uczeń Andrieja Tarkowskiego – nakręcił przejmujący dramat science fiction, w którym przedstawił świat po nuklearnej apokalipsie. „Listy martwego człowieka” wzbudziły zachwyt i niepokój w Europie Zachodniej. Tym dziwniejszy może wydawać się fakt, że dziś to film niemal całkowicie zapomniany. Pewnie dlatego, że przedstawia wizję przyszłości, w której nie ma nawet cienia nadziei.